Ďumbier: Z Lúčok przez dolinę Široká na Trangoškę
Wędrówka zaczyna się w piękny sierpniowy poniedziałek na przystanku Lúčky w Demänovskiej Dolinie. Cel mam jasny: Trangoška. Limit czasu również: pokonać trasę w ciągu pięciu godzin.
Kilka minut po siódmej rano lokalny autobus z Liptovskiego Mikuláša dowozi mnie na zaplanowany start. Stamtąd ruszam przez Široką dolinę, którą już znam, choć z przeciwnego kierunku, od strony Čertovicy.
Na początku idę asfaltową drogą obok wyciągu krzesełkowego Lúčky i docieram do rozdroża. Strzałki prowadzą albo na przełęcz Javorie przez żelazną kładkę nad rwącym potokiem, albo do Širokiej doliny.
Początek wygląda obiecująco. Czasowo wszystko się zgadza, doliną wieje ciepłe powietrze, a słońce przyjemnie świeci. Idealny początek wędrówki.
Kiedy pomarańczowa strzałka nie jest dla ciężkiego sprzętu
Pierwszy drobny problem pojawia się przy odgałęzieniu oznaczonym pomarańczową strzałką namalowaną na kamieniu. Oczywiście najpierw zakładam, że jest to oznaczenie dla miejscowego ciężkiego sprzętu, który porusza się tu z powodu drewna powalonego przez wichurę lub przeznaczonego do wycinki.
Idę więc dalej trasą, która wydaje mi się bardziej prawdopodobna: szutrową drogą pod górę przez drugi drewniany mostek. Myślę sobie: chyba nie zbudowali go wyłącznie na potrzeby wyrębu.
Na szczęście po około dziesięciu minutach orientuję się, że popełniłam błąd. Nie pamiętam bowiem, by podczas poprzedniego zejścia z góry Siná znajdowała się po mojej lewej stronie. Odblaskowa pomarańczowa strzałka na kamieniu była jednak przeznaczona dla turystów.
Aplikacja mobilna, której potrzebuję po raz pierwszy podczas swojej trzydniowej wędrówki, oczywiście zawodzi. Akurat tej drogi w niej nie mam. Papierowa mapa znów wygrywa. W górach nie należy bezgranicznie polegać na technologii.
Po chwili wszystko wraca do normy, a ja wesoło wspinam się dalej.
Przez Široką dolinę
Docieram do rozdroża, na którym drogowskaz proponuje również możliwość dalszej wędrówki czerwonym szlakiem przez Pekną vyhliadkę do Lukovej i Tri vody. Ta opcja wchodziłaby w grę, gdybym chciała wydłużyć wycieczkę do około ośmiu godzin.
Nie daję się skusić i idę dalej w górę leśną drogą między potężnymi świerkami.
Las stopniowo się otwiera, a ścieżka przechodzi w przepiękną dolinę. Z lewej strony ogranicza ją Tanečnica, z prawej masyw Chopoka, a pod stopami przybywa dużych kamieni tworzących naturalną górską ścieżkę.
Wszędzie panują spokój i cisza. Po prostu bajka.
Po około godzinie i kwadransie docieram do najwyższej części trasy. Tempo mam odpowiednie: miejscami szybszy marsz, miejscami krótki bieg i oczywiście postoje na robienie zdjęć.
Kozice w porannym słońcu
Na górze czeka mnie miła niespodzianka. Stado kozic, podobnie jak ja, korzysta z porannego słońca, a zapewne także ze śniadania.
W międzyczasie wiatr się wzmaga, co w tej części Niskich Tatr nie jest niczym niezwykłym. Poza nim pogoda jest jednak wyjątkowo sprzyjająca. Widoczność jest doskonała, a cały dzień sprawia wrażenie, jakby góry tym razem postanowiły mi pomóc.
Na przełęczy Krúpovo sedlo skręcam w stronę Ďumbiera.
Wejście pierwotnie nie było w planie, ale ponieważ chcę zdążyć na autobus, przełączam się na szybki tryb. Na Ďumbier dosłownie wbiegam. Po siedemnastu minutach stoję na górze i szybko rozkoszuję się widokiem na cały masyw Tatr.
Powietrze jest tak przejrzyste, że widać także Veľký Choč, a w tle Kubínską hoľę. Na szczycie jest tylko troje turystów, więc zamiast tłumów cieszę się niemal pustym Ďumbierem. Towarzystwa dotrzymuje mi jeszcze jedna kozica, która obojętnie mi się przygląda (zdjęcie w galerii).
Z Ďumbiera do Štefánički
Droga z Ďumbiera do Schroniska M. R. Štefánika zajmuje mi około godziny i kwadransa. Dopiero tutaj robię wreszcie krótką, mniej więcej dziesięciominutową przerwę. Szybko wgryzam się w bułkę, jednocześnie podziwiając widoki.
Przed stromym zejściem do Trangoški zatrzymuję się jeszcze przy pomniku Zola Palugyaya. Z tablicy pamiątkowej dowiaduję się, że ten wybitny słowacki malarz zginął tutaj tragicznie. Miejsce jest ciche i pełne godności, choć samo schronisko stanowi jego całkowite przeciwieństwo.
Przy Schronisku M. R. Štefánika panuje duży ruch. Turystów jest wielu, a spokojna wędrówka nagle zamienia się w mały Plac Wacława.
Zejście do Trangoški
W drodze w dół obserwuję turystów niosących polana do schroniska. Za jedno polano przysługuje darmowa herbata. Muszę przyznać, że gdybym szła w przeciwnym kierunku, od razu wzięłabym dwa.
Mniej przyjemny widok stanowią zbieraczki leśnych owoców, które w parku narodowym pracowicie wyczesują borówki. Wygląda to raczej na przygotowanie towaru do sprzedaży przy drodze niż na kilka jagód zbieranych do dłoni. W takim otoczeniu jest to przykre.
Na przystanek pod Srdiečkom docieram z dwudziestominutowym zapasem. Plan czasowy został więc zrealizowany.
Podróż autobusem do Banskiej Bystricy trwa około dwóch godzin. W autobusie jest gorąco i dość tłoczno, więc nie jest to szczególnie komfortowy przejazd. Z drugiej strony połączenia kursują punktualnie, są ze sobą skomunikowane i człowiek ostatecznie cieszy się, że w ogóle ma do dyspozycji taką możliwość powrotu.
Wycieczka przez Široką dolinę na Ďumbier, a następnie do Trangoški, była pełna pięknych widoków i zmieniła zwyczajny dzień w całkiem wyjątkowy.