Holiday Info

Zima
Zima
Lato
Lato
Porady podróżnicze

Z Krpáčova do Jasnej: Całodniowe przejście przez Niżne Tatry

15.7.2026 · Holidayinfo · 5 min czytania

Budzik dzwoni o piątej rano. Czeka mnie całodniowe przejście przez Niżne Tatry, więc trzeba wyruszyć wcześnie. Prawdę mówiąc, budzę się jeszcze dziesięć minut wcześniej - tropikalna noc dała się we znaki, a sen był raczej symboliczny.

Mimo upału cieszę się na wyprawę. Przygotowania do wyjścia znów jednak przebiegają według klasycznego scenariusza: do odjazdu zostało dwadzieścia minut, a ja ostatecznie niemal sprintem docieram na pierwszy przystanek. Zanim wejdę na właściwy szlak, czeka mnie jeszcze trochę transportowej logistyki. Z osiedla w Bańskiej Bystrzycy jadę trolejbusem na dworzec kolejowy, stamtąd pociągiem do Podbrezovej, a następnie autobusem do Krpáčova.

Autobus odjeżdża z Podbrezovej o 6.30, a dokładnie o siódmej rano stoję już na przystanku Črmné w Krpáčovie. Stąd zaczyna się moja droga do Jasnej.

Po drodze miejscowi rozmawiają o niedźwiedzicy z młodymi, która podobno kręciła się bezpośrednio przy szlaku turystycznym. Nie jest to najspokojniejsza informacja na początek wędrówki, ale chęć spędzenia całego dnia w górach okazuje się silniejsza.

Poranne podejście z Krpáčova

Pierwszy odcinek trasy aż po Bosorky - skały ponad kosodrzewiną pod Vajskovską Skalką - już znam. Byłam tam tydzień wcześniej, żeby dziś uniknąć niepotrzebnego błądzenia. Wbrew moim obawom trasa jest dobrze oznakowana.

Pierwsza godzina mija przyjemnie. Idę rozrytym korytem w gęstym, ciemnym lesie, gdzie za każdym zakrętem człowiek spodziewa się, że coś się poruszy. Dla pewności od czasu do czasu stukam o siebie kijkami trekkingowymi. Może to pomaga :) a może tylko daje mi większe poczucie bezpieczeństwa. W każdym razie mam wrażenie, że z nimi idę szybciej.

Po kolejnej godzinie spotykam pierwszych ludzi: dwóch pasterzy, około stu owiec i trzy psy. Grzecznie się witam i idę dalej. Pasterze nie są zbyt rozmowni, co w tej chwili właściwie mi odpowiada. Poranna cisza gór ma swój urok.

Przez przełęcz Žiarske sedlo do skał Bosorky

W kolejnej części czeka mnie przełęcz Žiarske sedlo, a za nią skały Bosorky, gdzie planuję krótki odpoczynek. O 9.25 rzeczywiście tam docieram. Od tego miejsca idę już trasą, którą pokonuję po raz pierwszy.

Podejście na Bosorky jest dość wymagające. Patrząc na Vajskovską Skalkę, można odnieść wrażenie, że dalsze podejście nie będzie już tak wyraźne, ale pozory mylą. Ścieżka jest wprawdzie ładna i pozbawiona technicznych trudności, jednak nachylenie daje się we znaki. Dotarcie na Skalkę zajmuje mi jeszcze około półtorej godziny.

Po drodze towarzyszą mi widoki na leżące po przeciwnej stronie Chabenec i Ďurkovą, co później sprawdzam na mapie turystycznej. Już wtedy wiem, że kiedyś na pewno się tam wybiorę.

Po czterech godzinach docieram do głównego punktu mojej trasy - Vajskovskiej Skalki na wysokości 1 980 m n.p.m. Przez całe przedpołudnie poza dwoma pasterzami nie spotkałam prawie nikogo. Wkrótce jednak się to zmienia. Przede mną otwiera się widok na Chopok i główną grań Niżnych Tatr, którą prowadzi czerwony szlak E8. Przy ładnej pogodzie jest tam znacznie bardziej tłoczno.

Na głównej grani Niżnych Tatr

Po krótkiej przerwie na Vajskovskiej Skalce ruszam dalej. Fotografuję niemal bez przerwy. Kolory są świeże, doliny strome, a ścieżka miejscami tak wąska, że na niektórych odcinkach budzi mój respekt. Droga ze Skalki na główną grań zajmuje mi około godziny.

Przy drogowskazie Kotliská zatrzymuję się na chwilę. Gdybym ruszyła stąd w lewo, po około 45 minutach znalazłabym się na Chabencu. Ja jednak kieruję się w prawo - na Chopok.

Ponieważ pogoda jest znakomita, na grani wyraźnie przybywa ludzi. Najczęściej spotykam polskich turystów. Początkowo witam się niemal z każdym, ale po pewnym czasie rezygnuję i pozdrawiam już tylko tych, którzy sprawiają sympatyczne wrażenie.

Stopniowo przechodzę przez Krížske sedlo, które rozpoznaję przede wszystkim po dwóch listwach zbitych na kształt krzyża, a następnie idę przez Poľanę aż do jej przełęczy.

Dylemat na przełęczy Poľany

Na przełęczy muszę zdecydować: iść dalej przez Dereše na Chopok i stamtąd zjechać kolejką linową, czy wybrać zejście przez dolinę Tri Vody do jeziora Vrbické pleso?

Decyduje czas. Chcę zdążyć na autobus z Liptowskiego Mikułasza o 15.10. Ostatecznie bardziej kusi mnie druga możliwość - zejście przez Tri Vody wydaje się bardziej przygodowe.

Na przełęczy robię około dwudziestominutową przerwę. Uzupełniam energię, podziwiam widoki i zbieram siły na ostatni odcinek trasy, który ma potrwać jeszcze około dwóch godzin.

Pierwsza jedna trzecia zejścia bardzo mi się podoba. Ścieżka wije się ładnymi serpentynami, a otaczająca przyroda sprawia wrażenie dobrze zachowanej i spokojnej. To przyjemny kontrast wobec niektórych części Doliny Demianowskiej, gdzie wichury i zabudowa pozostawiły wyraźne ślady.

Schodzę wzdłuż górskiego potoku, który towarzyszy mi niemal przez cały czas. Początkowo idę powoli, ale przez ostatnie trzydzieści minut mój marsz zamienia się w lekki trucht. Nie chcę przecież spóźnić się na autobus.

Za drogowskazem Tri Vody ścieżka staje się łagodniejsza i kamienista. Duże skały tworzą naturalne stopnie, a schodzenie po nich idzie zaskakująco dobrze.

Przybycie do Jasnej

Na koniec docieram nad Vrbické pleso. Na autobus z pętli w Demänovskiej Dolinie, przy hotelu Grand, zdążam z dziesięciominutowym zapasem.

Cała trasa, wraz z dwiema dwudziestominutowymi przerwami, zajęła mi około siedmiu godzin. Jestem zmęczona, ale zadowolona. To był długi dzień, lecz zdecydowanie było warto.

Podróż autobusem z Liptowskiego Mikułasza do Bańskiej Bystrzycy mija szybko. Po półtorej godzinie znów jestem w domu, a w głowie powoli rodzi się pytanie, które po udanej wędrówce pojawia się prawie zawsze: dokąd następnym razem?

Porady podróżnicze

Wędrówka do wodospadu Vajskovský

22.7.2026 · 4 min czytania

Wycieczka do wodospadu Vajskovský oferuje spokojną wędrówkę przez rzadziej odwiedzane części Niżnych Tatr, wśród potoków, lasów i romantycznych zakątków.